Pl  |  Eng



Gazeta Festiwalowa

 

ŁKS robi herbatę w wodzie po pierogach, RTS je komary

Reżyser Konrad Dworakowski przyzwyczaił już widzów do polemizowania i dyskutowania swoimi sztukami z rzeczywistością. Nie ma więc chyba takiego, który czekał na teatralną wersję molnarowskich Chłopców z Placu Broni. Nikt chyba nie sądził, że Dworakowski zaadaptuje  na teatralne deski jedną z najważniejszych powieści swojego dzieciństwa, tylko po to, by przybliżyć młodzieży szkolną lekturę. I dobrze, bo oto Dworakowski ogłasza rekonstrukcję wydarzeń, które miały miejsce na jednym z węgierskich placy ponad 100 temu i zaczynają zjeżdżać typy w dresach, a każdy chciałby zagrać Nemeczka.  W Chłopcach z Placu Broni łódzkiego Teatru Pinokio…

Reżyser (wraz z Martyną Lechan) nie ograniczył się tylko do wyboru zdarzeń, zmierzających wprost ku konfrontacji rywalizujących o plac nastolatków i przeniesienia ich z budapesztańskich ulic na nasze polskie podwórko. Poszedł o krok dalej - jak na spektakl grany w Teatrze Pinokio przystało - na łódzkie osiedle. A tam dorywają się do siebie i do broni kibice dwóch zwaśnionych klubów - Widzewa i ŁKSu. Broń to niebanalna, bo poza rękoczynami (symboliczna, przebiegającej w zwolnionym tempie scena bitwy), jest i zaczerpnięta wprost z łódzkich murów wojna na słowa autorstwa anonimowego mieszkańca Łodzi Janusza III Wazy. Słowa lekkie i zabawne, ujmujące klubom i ich niezgodzie powagi, jakby ręką dziecka pisane murale: ŁKS robi herbatę w wodzie po pierogach, RTS myśli, że Żabka to zoologiczny, ŁKS śpi w skarpetkach, RTS nie szanuje postu, ŁKS myśli, że in vitro to pizzeria, RTS szyje na maszynie do pisania… Gdy dodać, że scenografka Marika Wojciechowska ubrała zespół w barwy klubowe - biel i czerwień, polsko - polski wydźwięk staje się nieunikniony, a podsyca go komentujący akcję chór cheer leaderek i mocne rockowe tony Piotra Klimka.

Zdarza się nierzadko, że reżyserzy powodowani spektaklami na innej - politycznej scenie, swe artystyczne działania zamieniają w wielkie polityczne show, pozostające ich osobistym komentarzem. Zdarza się, że dla siebie, zdarza się, że widz przestaje być tu ważny. Konrad Dworakowski nie zapomniał o swojej widowni. Co prawda walka rywalizujących o podwórko drużyn Chłopców z Placu Broni czyli Białych Koszul Janosza Boki (Maciej Cempura) i czerwonoskórych, czyli Czerwonych Koszul Feri’ego Aczy (Piotr Osak) nasuwa skojarzenia naszej małej wojenki, co prawda spektakl jest biało - czerwony, ale kolory te, opowiadane są z ironią i przymróżeniem oka (jak choćby husarskie skrzydła z dziecięcych saneczek obklejonych niezdarnie białymi piórami). A są i chwile nadziei - zakaz chwytów poniżej pasa, honorowa zapowiedź jutrzejszej walki i zagrany wspólnie (znów spowolniony, jak w scenie walki) mecz. Dobrze, gdyby nie tylko na teatralnej scenie tak się działo…

W roli najmłodszego członka drużyny Białych, Erno Nemeczka, który swą odwagą wzbudził szacunek nie tylko wśród poniewierających go kolegów, ale nawet zagorzałych wrogów, urzekający Mateusz Berta. Na zeszłorocznym korczakowskim festiwalu mieliśmy szansę zobaczyć go w roli Króla Maciusia I (w nagrodzonym Grand Prix bielskim spektaklu). Ten o ogromnych oczach i puklach kręconych włosów aktor, nie swą wdzięczną, niemal dziecięcą zewnętrznością, a wielką wrażliwością na swojego bohatera, wykreował wzruszającą, przejrzystą rolę. Mały Nemeczek, choć cichutko odchodzi chory po zafundowanej przez Czerwonych kąpieli (może w przepływającej przez Łódź Zimnej Wodzie), w momencie ostatecznym, obojętny na uchodzące siły, zabiera nas do świata swej wyobraźni i ostatni raz idzie na Plac Broni.

ZUZANNA TALAR

Chłopcy z Placu Broni Teatr Pinokio Łódź
Autor Ferenc Molnar
Przekład Tadeusz Olszański
Adaptacja Martyna Lechman / Konrad Dworakowski
Reżyseria Konrad Dworakowski
Scenografia Marika Wojciechowska
Muzyka Piotr Klimek
Konsultacje: Jacek Owczarek (ruch sceniczny), Stanisław Madej (akrobacje)
Obsada:  Małgorzata Krawczenko, Hanna Matusiak, Małgorzata Pawluk (gościnnie), Natalia Wieciech, Ewa Wróblewska, Mateusz Barta (gościnnie), Łukasz Batko, Maciej Cempura (gościnnie), Krzysztof Ciesielski, Piotr Michalczuk (gościnnie), Mariusz Olbiński, Piotr Osak, Kamil Stasiak, Michał Surma (gościnnie)
Premiera 12.11.2017
Spektakl dla widza 11 +

 

Brzechwa by się uśmiał

Mała draka o zwierzakach Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki, wcale nie jest mała. Nie dość, że do pisanej wierszem dyskusji o zwierzęcych obyczajach autorka sztuki Malina Prześluga, specjalistka od językowych igraszek i dwuznaczności, zaprasza, niczego nie podejrzewającego Brzechwę, to do gorącej polemiki dołączają dwie osobliwości - panie Ptaszyńska i Zwierzyńska, żonglujące wierszami, niczym gorącymi bułeczkami, a wszystko to w ekologicznym, słodko gorzkim sosie reżyserującej przedstawienie Ewy Piotrowskiej.

Lekko zwariowane pracownice Galerii Zagrożonych Gatunków (Ptaszyńska i Zwierzyńska), i nie da się zapomnieć o ciążącej na nich, smakowitej w skutkach (szczególnie dla widzów dorosłych) zależności przełożony - podwładny, oprowadzają nas po wystawie unikatowych, sporadycznie już występujących przedstawicieli fauny i flory. Zadanie to niełatwe, gdy na ten właśnie moment, okazję do ucieczki wybiera sobie, wciąż z resztą się dokądś wypuszczający, żółw mauretański, a innemu - greckiemu trzeba pilnie, w celach matrymonialnych zamówić rozmowę międzynarodową, po grecku oczywiście. Gdy dodać jeszcze porywcze charaktery samych pań i łatwość, z jaką zwykłą wymianę zdań (a może próbę sił), na temat przewagi rzęsy wodnej nad wodną roślinką z korzonkami, przemieniają w istną wojnę na słowa (i nie tylko słowa), mamy tu niezły teatralno - poetycki, ekologiczny ambaras. Ambaras intelektualny, groteskowy, rozbrajająco zabawny, dowód, że nie potrzeba w teatrze wizjonerów, animacji, ani sprzętu do projekcji, by porwać, zachwycić, zobaczyć niedowierzanie na twarzach widzów (wszystkich). Wiersz wystarczy… Przyznam, że spektakl przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, dawno nie piszczałam z radości na równi z dziećmi, a kiedy po krótkich 45 minutach spektakl dobił do finału, nie pohamowałam w porę głośnego rozczarowania.

Pani Ptaszyńska (w tej roli świetna Dorota Nowak) i pani Zwierzyńska (jak zawsze rewelacyjna, urodzona do roli sfochowanej przełożonej Mariola Ordak-Świątkiewicz) elegancją dystyngowanie dopełniają miejsce swego urzędowania. A wnętrze to niebanalne, przez scenografkę Julię Skuratovą wyczarowane z antyków i pamiętających jeszcze czasy moi dziadków haftowanych serwet, niemodnych już żyrandoli, nadgryzionych zębem czasu kufrów, i… gramofonu na płyty winylowe. Rekwizyt to istotny, zważywszy że użyczony wspomnianym już żółwiom greckim na potrzeby ważnej w skutkach dla nas wszystkich schadzki. W tym osobliwym anturażu dzieje się i więcej, tempo akcji przyspiesza oddech, jakbyśmy biegli, poganiani przez te trochę szurnięte, mówiące wciąż cudnym wierszem przewodniczki. A wiersz ten skrzy się dowcipem, błyskotliwą ripostą, zabawia słowem, szasta skojarzeniami i odbija piłeczkę skołowanemu lekko Brzechwie, który jednak nie traci rezonu i pilnuje, by wszystko to odbywało się na najwyższym literacko poziomie. I co należy podkreślić - bez akompaniamentu. By temat zagrożonych gatunków roślin i zwierząt wybrzmiał w rymowanych dialogach, dwum aktorkom wystarczą rytm wiersza i babskie nastroje. A muzyki możemy sobie posłuchać z winylu…

Miłośników zwierząt uspokajam - żaden właściciel czterech łap, ani dwu skrzydeł podczas tego spektaklu nie ucierpiał. A nawet w ukryciu szufladki żółwie greckie doczekały się swoich jaj (gramofon jednak czyni cuda), kaczka orientuje się, że nie warto siadać w buraczkach, krab nudząc się przed wizytą kulona najada się po szczypce, a młody pancernik nie traci dłużej czasu, gdy pojmuje, że ta, na którą trafił, to nie pięknie w kulkę zwinięta ona, ale piłka do kosza i idzie szukać dalej… Jakże to optymistyczne, zważywszy, że wszystkie te fruwające, brodzące, drepczące, skaczące, czy spokojnie pod wodą żyjące istoty za naszą, ludzką sprawą bezpowrotnie znikają z powierzchni ziemi. Spektakl choć daleki od moralizowania i dydaktycznego smrodku, pozostawia nas z konkluzją, że być może dość niedługo będzie jedyną szansą do spotkania dzieci z tymi unikalnymi zwierzętami. Ratujmy więc, dbajmy, zabiegajmy o tych, co jeszcze pozostali i pamiętajmy - na przełożonego nigdy nie wolno podnosić głosu…

ZUZANNA TALAR

Mała draka o zwierzakach Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
Autor Malina Prześluga
Reżyseria Ewa Piotrowska
Scenografia Julia Skuratova
Obsada: Dorota Nowak, Mariola Ordak-Świątkiewicz
Prapremiera 3.02.2018 r.
Dla widzów 4+

 

 

O jabłka ten szum

Traktat o wykradaniu owoców Teatru Guliwer to pełne tajemnicy, niepewności, niecierpliwego oczekiwania i potrzebie spełnienia spotkanie wszystkich, którzy kiedyś kradli i którzy do takiego złodziejstwa dopiero dorastają. A może, tych, którzy posmakowali i tych, którzy dopiero będą smakować owocu zakazanego… Przeskakiwanie przez płot, ukrywanie się w ciemności nocy, szepty, trzask łamanej gałęzi, strach przed sadownikiem, szelest liści, w których się plądruje, spłoszony ptak, odgłos zrywanego jabłka, poczucie winy zmieszane z rozkoszą zdobywania i… dźwięk nadgryzania owocu. Trzy aktorki (Elżbieta Pejko, Anna Przygoda, Honorata Zajączkowska) pochylają się nad fragmentami kipiącego energią, uwodzącego niemal żywymi obrazami tekstu poety i prozaika Mariana Pankowskiego Smagła swoboda (docenionego ponad 60 lat temu przez paryską Kulturę). Studiują, smakują każde słowo, każdy fragment traktatu, subtelnie i z wdziękiem, litera po literze przeprowadzając nas przez pogrążony w nocy sad. Towarzyszy im w tym podążający za biegiem wydarzeń z gitarą, akompaniamentem i czujną improwizacją muzyk Adam Świtała. Muzycznie komentuje poddającą się wyłącznie losowi i prawom natury rzeczywistość, której my ludzie możemy się co najwyżej poddać, a o kontroli nad nią możemy już tylko pomarzyć.

Aktorki grają tak, jak pochłania się zakazany poemat, a może przygotowuje do roli… W rękach pomięte, czytane już po stokroć kartki, a głowa pełna wyrywających się spod powiek obrazów… Przy opuszczonej kurtynie siedzą na proscenium niczym na spotkaniu z widzem i swobodnie, acz ostrożnie, powoli - tak, by go nie spłoszyć - wciągają we wspólne za słowami autora podążanie i wspólne ich w życie wcielanie. Ma się nieodparte wrażenie bycia na próbie, współudziału w twórczym działaniu, wspólnego doświadczania skojarzeń, oddechów, dźwięków i literatury z najwyższej półki, by po chwili stać wśród spowitych blaskiem księżyca jabłoni. Artystom co i róż wychodzącym ze swych ról i zapraszających widza do zabaw niemal podwórkowym, acz niemniej z tematem związanych, udaje się zatrzeć granicę pomiędzy aktorem, a widzem. To jak przyjęcie do wąskiego grona wtajemniczonych, gdzie mędrzec Pankowski dyskretnie, w zaufaniu i po cichu uczy nas sztuki złodziejstwa, która w jego słowach brzmi, jak boskie doznanie, którego każdy, kto mądry, musi skosztować… Wysmakowana proza, choć nie zadedykowana scenie, dzięki reżyserskim zabiegom Roberta Jarosza i żywiołowej grze aktorek zyskała i to przeznaczenie.

Twórcy spektaklu w moim odczuciu zbyt surowo potraktowali jednak samego sadownika, wkładając mu w usta niekończącego się papierosa i chwiejąc jego pijanym krokiem. Czy nie była to szansa na ukazanie piękna ludzi ziemi. Ludzi pracujących ciężko, z wielkim poświęceniem, godnym podziwu znawstwem tematu i nierzadko z wielką miłością. Miłością, której my laicy, my miastowi, uwikłani w wynikające z niewiedzy i poczucia wyższości stereotypy, nigdy nie pojmiemy. Czy gdyby sadownik zamiast w pijanym transie wciągać głęboko papierosowy dym, wypuszczał go ponad swoimi jabłoniami, by w środku nocy ratować zagrożone mrozem zalążki kwiatów, nie bylibyśmy bliżej prawdy? Czy usprawiedliwia nas strach przed właścicielem grabionego sadu? Tak - obawiajmy się sadownika - on zadba, by żadnemu jabłku nic się nie stało. Ale właśnie dzięki tej czułej jego opiece i gorliwości przeżywamy ów dreszczyk trwogi, o którym tu tyle…

ZUZANNA TALAR

                                                                                                                     
Traktat o wykradaniu owoców Teatr Guliwer                         
Autor Marian Pankowski
Reżyseria Robert Jarosz
Scenografia Martyna Dworakowska
Muzyka Adam Świtała
Pedagog teatru Justyna Czarnota
Konsultacje choreograficzne Weronika Pelczyńska
Obsada: Elżbieta Pejko, Anna Przygoda, Honorata Zajączkowska, Adam Świtała
Premiera 11.06.2017r.
Dla widzów 6+

 


Inny. Podobny do innych, ale inny…

Reżyser Odda i Luny Przemysław Jaszczak skojarzył ze sobą dwie opowieści norweskiej pisarki i ilustratorki Lisy Aisato Odd oraz Luna i zaadaptował je na potrzeby sceny. We Wrocławskim Teatrze Lalek powstało ujmujące, dotykające najgłębiej przedstawienie o wielkim pragnieniu człowieka bycia akceptowanym, a nawet poszłabym o krok dalej - o byciu potrzebnym drugiemu człowiekowi.

Na taki spektakl warto zaczekać… Przemysław Jaszczak to wirtuoz, a może wrażliwiec, a może jedno i drugie. Kimkolwiek jest Przemysław Jaszczuk, przeniósł mnie do świata innych i tych, którzy czują się inni i delikatnie, z wielkim taktem, pozwolił spojrzeć na wszystko ich innymi oczyma. Pozwolił poczuć ich niepewność, wstyd, lęki, pozwolił odczuć, co znaczy być samotnym, nierozumianym i jak powiedział jeden z bohaterów „innym, podobnym do innych, ale innym”.

Dzięki zachwycającej umownością, miniaturowej scenografii Zuzanny Srebrnej, dzięki kunsztowi i godnej podziwu sprawności aktorów i pracowników technicznych, historie Luny i Odda przeplatają się na scenie w krótkich, wyrazistych scenach - obrazach, ulegających olśniewająco prostym, a jednocześnie dynamicznym i absolutnym przemianom. Osobność scen dodatkowo podkreślają (wywołujące westchnienia zachwytu u młodszej części publiczności) projekcje Agnieszki Waszczeniuk i miłe sercu proste melodie spod pióra Tomasza Lewandowskiego.

Gotowość do ciągłych zmian akcji i ich nagłych powrotów, to nie jedyne wyzwanie dla artystów. Scenografka postawiła na rzadko używane w teatrze lalkowym tintamareski. Dzięki temu lalki nie tylko zyskały twarze i dłonie animujących je aktorów, a co za tym idzie, nierealne, trochę nie z tego świata proporcje, ale (i tu cała trudność) ich lalkowe nogi wędrują pod dyktando innych, ukrytych w czerni aktorów. Wymaga to niezwykłej precyzji i współgrania zespołu, który na czas spektaklu staje się wspólnym, oddychającym jednym tchem, organizmem.

Bohaterowie otrzymali swoje osobiste kolory, które… wyraźnie i nie pozostawiając złudzeń, odróżniają ich od reszty. Lękowy Odd, (w tej roli przekonujący Michał Szostak) w niebieskim garniturku, z niebieskim jajem na głowie, z którego wygląda niebieska twarz, boi się w swoim niebieskim łóżeczku, przykryty niebieską kołderką, że przyśni mu się jak pęka jego niebieska skorupka. Jeśli trzeba, on może nawet bawić się w berka… byle sam, byle nikt nie stłukł jego głowy. Nieśmiała Luna (wysmakowana rola Agaty Kucińskiej) o innym, niż reszta dzieci w mieście kolorze skóry, w swojej czerwonej sukience całymi dniami siedzi na swoim czerwonym krzesełku, przed czerwoną sztalugą, by czerwoną farbą malować swoją czerwoną podobiznę. Luna woli to, niż bawić się z dziećmi, które przyglądają się jej ciemnej twarzy. Jest jeszcze psotna Gunn (rozbrajająca w tej roli Anna Makowska-Kowalczyk)… Gunn ma normalną głowę i normalny kolor skóry, nie jest inna od reszty. Ale bardzo chciałaby być. Ją nie cieszy jej normalność. W swoim żółtym kostiumie marzy, by zostać pszczołą, w czym nie pomaga ani żółta pilotka, ani nawet żółty balonik, który wcale nie próbuje przejąć roli pszczelich skrzydełek.

Co ich łączy? Są sobą, więc są piękni, a tego nie widzą, są wyjątkowi i nikt im tego nie mówi, są osamotnieni, a nie znajdują zrozumienia nawet u swoich rodziców. Kochająca bezwarunkowo i oddana całym sercem mama Odda (Aneta Głuch-Klucznik, również w roli zaglądającego do okien księżyca), przekazuje synowi trudny nawet dla niej do udźwignięcia bagaż strachu o kruchą skorupkę. Odsuwając Odda od niebezpiecznego świata, przywłaszcza go i uzależnia od siebie, a słowa „takie poświęcenie kręci” przerażają. Wyimaginowana mama Luny godzi się z losem i wraz z córką udaje, że Luna chce pozostać samotnie w czterech ścianach swojego pokoju. W tym udawaniu zapędza się tak dalece, że nie pozwala Lunie nawet w tych pustych czterech ścianach zatrzymać nowego przyjaciela - ryby (urokliwie prostolinijny w tej roli Grzegorz Borowski). Bezrefleksyjnym: „To ohydne, wyrzuć!” mama skazuje dziewczynkę na dalszą samotność. Szczęśliwie mądra ryba, skoro już przyfrunęła (a dlaczego nie?), by przerwać osobność Luny, zostaje. A mama Gunn w końcu? Dziewczynka mówi, że mama nie chce słyszeć o takim dziwactwie, jak bycie pszczołą i robi jej szlaban, kiedy córka próbuje usiąść w pszczelim zapędzie na kwiatach sąsiadów. Czy to nie aby zwierciadło, w którym kto dorosły, odważny i mądry może się przejrzeć?

Gunn i ryba pojawiają się w życiu Odda i Luny niczym łaskawość losu…
Gunn nie zwraca uwagi na głowę - jajo Odda, bo jest dla niej tym, czym dla Gunn brak pszczelich skrzydełek. Pomagając przyjacielowi postawić pierwszy w życiu krok na kamieniu, pozwala mu pokonać nie tylko strach przed upadkiem, ale wszystkie jego lęki. Dzięki Gunn, Odd robi wielki krok niby to ku radości dziecięctwa, ale nade wszystko ku niezależności i samodzielności.
Luna i ryba, choć nie odnajdują porozumienia na poziomie słów - co oczywiste, jeśli zauważyć, że ryba ze wzruszającym uporem i dziecięcą radością bytu, wciąż mówi tylko sobie zrozumiałym językiem (nie udaje nam się nawet poznać jej imienia), a Luna zawzięcie próbuje jej tłumaczyć swój świat za pomocą ludzkiej mowy - jednak się rozumieją. Ryba nie zainteresowana kolorem skóry Luny, nadaje zupełnie innego, niż dotychczasowy czerwony, kolorytu całemu jej światu. Teraz Luna musi szybko dorosnąć, by zrozumieć, że ryba nie może pozostać w ludzkim świecie. Luna w ściskającej za gardło, symbolicznej scenie rozstania na środku oceanu - choć nie ma nic, poza przyjacielem - oddaje mu wolność. I może zrobiłoby się słono od łez i oceanu, gdyby Luna wracając samotnie z tej wyprawy nie przeszła obok Odda i Gunn, wyjadających ze słoika słodki miód…

ZUZANNA TALAR

Odd i Luna Wrocławski Teatr Lalek
Autor Lisa Aisato
Adaptacja i reżyseria Przemysław Jaszczak
Scenografia Zuzanna Srebrna
Projekcje Agnieszka Waszczeniuk
Muzyka Tomasz Lewandowski
Piosenki Konrad Dworakowski (tekst), Piotr Klimek (muzyka)
Obsada: Grzegorz Borowski, Aneta Głuch-Klucznik, Agata Kucińska,
Anna Makowska-Kowalczyk, Michał Szostak (gościnnie)
Premiera 24.02.2018r.
Spektakl dla widzów 5+

 


 

 

 

 

 


Copyright 2018 (C) Korczak.. Realizacja: MATEO